| Brytyjska Telekompromitacja |
|
|
|
| Twoim Okiem - Artykuły | |
| Wpisany przez Barnaba | |
| czwartek, 27 maja 2010 12:26 | |
|
Owszem, każdy kto siedzi tu trochę wie, że tych plusów jest zdecydowanie więcej niż minusów, jednak te minusy bywają szczególnie zaskakujące.Dla mnie takim przykładem było niedawne zetknięcie się z działem obsługi klienta BT. Naprawdę, nigdy nie myślałem, że to możliwe, jednak w tej chwili słynna Błękitna Linia TPSA to dla mnie wzorzec obsługi klienta. Ci, którzy mają umowy z British Telecommunication pewnie wiedzą o czym mówię, ci którzy jej nie mają pewnie spotkali sięz podobnymi sytuacjami nie raz. Ponieważ brytyjskie firmy w ramach ograniczenia kosztów często zakładają centra obsługi klienta w odludnych (a właściwie przeludnionych) zakamarkach Azji mniejszej. Trochę zdumiewające, jeżeli wziąć pod uwagę, że BT za zeszły rok miała ponad miliard funtów czystego zysku. W każdym razie, załatwienie byle drobnostki wystawia na próbę naszą cierpliwość, nerwy oraz budżet domowy. Przypuśćmy, że sytuacja zmusiła nas do załatwienia jakiejś sprawy i bierzemy komórkę (bo stacjonarny przecież nie działa) i dzwonimy. Przez pierwsze minuty przebijamy się przez zautomatyzowane menu, gdzie przemiły głos wtrąca co chwilę informacje o promocjach. Macie telefon 'pay as you go'? No to na tym etapie zaczynamy nerwowo zerkać na licznik. Kiedy już dojdziemy do opcji, gdzie możemy wybrać rozmowę z prawdziwym człowiekiem, to dopiero początek. Zanim przebrniemy przez wirtualną kolejkę oczekujących na zbawienie petentów posłuchamy sobie jakichś utworów. 'Hmmm... Znam tę melodię.. No tak, to był hit lata '96'. Słusznie zauważyliście. Najwyraźniej BT jest za biedna, aby puszczać w słuchawce coś z obecnego stulecia. Po kilku, kilkunastu (oj, niestety) minutach słychać trzask w słuchawce. Jeśli macie szczęście to właśnie dostąpiliście zaszczytu połączenia z żywym człowiekiem! Jeśli nie, to połączenie się w tym momencie zrywa i całą operację zaczynamy od nowa. Na tym etapie proponuję wycieczkę do pobliskiego sklepu, by doładować kartę telefoniczną i kupić fajki, nawet jeżeli nie palicie... Załóżmy, że udało się nawiązać połączenie i miły głos ze znajomym pendżabskim akcentem ogłasza: 'Gdafnuun Btisz Telekmonikejszen, Radżuinda speaking, kn aj hev jrr nejm plisss' Jeżeli nazywasz się Marek Fiut, to po raz pierwszy w życiu jesteś wdzięczny Bogu za to. Bo jeżeli zadziornie nazywasz się np. Grzegorz Przemysławski to wesołej jazdy! 'How do you spell that sir?' pada pytanie i przez następne dziesięć minut zaznajamiacie przyjaciela z przeciwnej półkuli z zawiłościami polskiego nazewnictwa. Gdy już operator raczy odnaleźć was w bazie danych zada pytanie 'uoss de problm, sr?' W osiem sekund wyjaśniacie, że np. przeprowadziliście się i chcecie przenieść numer. 'Le mi transfr you tu mej kollig' 'Ha! Przełączy mnie do odpowiedniego działu i z głowy' pomyślicie... a tu muzyczka... znowu... 'Hmmm... Znam tę melodię... Tak to Bryan Adams 'Run to you'. Nie ma co, DJe w BT mają poczucie humoru. Słuchanie tej muzyki kosztuje was więciej niż sciągnięcie całej dyskografii B. Adamsa z iTunes, ale to nic, w końcu potrzebujecie telefonu stacjonarnego. Kiedy wasza krew osiąga temperaturę zapłonu w słuchawce słychać dłuuuugo oczekiwany trzask wieszczący nawiązanie (bądź zerwanie:) połączenia. 'Gdafnuun Btisz Telekmonikejszen, Alok speaking kn aj hev jrr nejm plisss' 'KU.......A M......Ć!!!!' bezpieczniki pękają 'How do you spell that sir?' Koniec Mam dwie komórki. Internet przez światłowód i mobilny. Nigdy więcej telefonu od BT
Dodaj link do swojej ulubionej strony
|








"... Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów..." mądrze mówił Miś vel Ryszard Ochódzki a.k.a. Stanisław Paluch w kultowym filmie Barei, przygotowując wycieczkę na wizytę w 'mlekiem i miodem (i pastą curry) płynącej' Anglii.


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.